[sylwetki] Katarzyna Korniewicz

[sylwetki] Katarzyna Korniewicz

19 kwietnia 2019 Wyłącz przez -

Ze sportem związana od zawsze, ale w środowisku biegaczy jeszcze rok temu znana tylko nielicznym. Dziś na stałe zadomowiła się w czołówce biegaczek.


W jaki sposób majonez przyczynił się do tego, że zaczęła biegać? O tym powie Katarzyna Korniewicz, czyli Kassiulla. 

 

Jak to się stało, że zaczęłaś biegać?
W zasadzie zawsze biegałam i nigdy nie skończyłam. Ale kiedyś biegałam a teraz trenuję bieganie – to nie to samo.

Biegałam w podstawówce przy okazji treningów koszykówki oraz na rozgrzewkę przed meczem. Było kilka startów, głównie sztafetowych. W szkole średniej też biegałam po osiedlu i w sztafecie na 400 metrów. Byłam dobra na krótkie dystanse i tak mi zostało do dzisiaj. Wciąż pracuję nad wytrzymałością. Na studiach biegałam po Bydgoszczy, Łodzi oraz po Inowrocławiu – to moje rodzinne miasto. Ale cieszę się, że jestem w Pile; również z powodu lasów i dobrych ścieżek biegowych. Niektóre wciąż odkrywam. Biegałam zawsze rekreacyjnie aczkolwiek nieregularnie.

 

W ostatnim roku poczyniłaś niesamowity postęp. To chyba nie tylko kwestia talentu, ale też chyba profesjonalnego traktowania biegania – począwszy od treningów, po dietę i w ogóle styl życia?
Tak, poczyniłam wielki postęp począwszy od pierwszego startu w Kaczorach (59:58 na 10 km) do ostatniego startu w Wapnie 48:34. To ponad 11 minut w ciągu kilku miesięcy.
Zrobiłam to poprzez regularne treningi 5 x w tygodniu i spory kilometraż, ale również poprzez trening mentalny “mindfullness” – być tu i teraz. Nauczyłam się go na kursie trenera personalnego i instruktora siłowni w Poznaniu w 2017 roku. Od tego się wszystko zaczęło. A raczej od 2016 r., kiedy pewnego pięknego dnia stanęłam na wadze…

Zawsze byłam szczupła i zdrowo się odżywiałam. Były etapy, że ważyłam 44 – 48 kg. Całe życie związana ze sportem (koszykówka, pływanie, bieganie, gimnastyka artystyczna, rower) – chociaż kierunek studiów wybrałam inny lecz związany z inną moją pasją – do języka angielskiego. Z czasem zaczęły się problemy hormonalne, dużo stresu, osiadły tryb życia z małym dzieckiem i ten… majonez, od którego byłam uzależniona. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, co się ze mną działo, chociaż rozmiar ubrań urósł z czasem z 36 do 40 – 42 🙁

Podczas wizyty kontrolnej lekarz powiedział, że ważę około 70 kg. Miałam ochotę go udusić. Wróciłam do domu i stanęłam na wadze, która pokazała 70.5 kg. Nie pamiętam jak długo płakałam… Pocieszał mnie mój syn Filip, który był i jest moją motywacją i wsparciem. Również Alicja, dla której walczę o puchary bo to dla niej frajda. Filip powiedział, że mogę być jaka jestem, ale jeśli będę się lepiej czuła to mogę coś zmienić.

Już następnego dnia zaczęłam inaczej jeść. Nie głodziłam się. Zastosowałam dietę niełączenia i zmniejszyłam objętość posiłków ale zwiększyłam ich częstotliwość do 5 x dziennie. Wyeliminowałam na jakieś 2 miesiące węglowodany i później stopniowo je wprowadzałam. Gdy schudłam do 62 kg poszłam na siłownie na spinning 3x w tygodniu. A w październiku 2017 rozpoczęłam kurs trenerski. Na siłownię chodziłam do maja 2018. W marcu zaczęłam biegać a od kwietnia startować.

Postanowiłam bieganiu poświecić się całkowicie. Miałam i mam wsparcie Darka, który był moim trenerem i mentorem przez pierwsze miesiące. Teraz nauczyłam się już na tyle dużo, że sama siebie trenuję. Czytałam też książki J. Skarżyńskiego, które są dla mnie prawdziwą Biblią Biegową. Przez rok spaliłam mięśnie i bardzo się z tego cieszę. Kiedyś lubiłam dźwigać ciężary, ale teraz wolę biegać i ważyć 52 kg. I niech tak zostanie.

 

Stosujesz teraz jakąś specjalną dietę dla biegaczy?
Obecnie jem bardzo dużo i nigdy nie wychodzę nienajedzona na trening. Jem sporo makaronu a ostatnio codziennie jem też avocado. Nie przepadam za mięsem i jem je 1-2 razy w tygodniu.

 

Jak udało Ci się wrócić do biegania po operacji?
Na początku było to chodzenie z zegarkiem biegowym. Później stopniowo trucht i bieg. Tak naprawdę, to właśnie bieganie mnie wyleczyło. Ból stopniowo odpuszczał. Lekarz zalecił mi ruch po 3 tygodniach. Wiem, że to brzmi nieprawdopodobnie po cięciu brzucha, ale ja już po tygodniu wyszłam na spacer. Zatrzymywałam się, klęłam, ale szłam. Ból był wielki.

Niektórzy mają żal, że wychodziłam, będąc na L4. Czym innym jest jednak prowadzenie zajęć z wieloma dolegliwościami po operacji a czym innym wyjść z domu i iść tempem 11:00 – 12:00.

 

Jak dużo i jak często biegasz?
Mój trening zależy od tego czy startuję czy nie. W miesiącach nie startowych zdarzało się 250 a nawet i 300 km. W tygodniu startowym biegnę tylko 25-30 km i dbam bardzo o regenerację, kierując się zasadą superkompensacji. Obecnie biegam około 50-60 km tygodniowo.

 

Jaki jest Twój ulubiony trening?
To zależy od dnia. Czasami wolę trening dłuższy, ale wolny i relaksacyjny; innym razem – krótki i szybki. Mój ulubiony dystans to 5 km. Lubię treningi z narastającą prędkością i tempowe. Najmniej podbiegi. Tysiączki i II zakres – tak sobie 😊.

 

Wielu z biegaczy ma problemy z akceptacją swojego hobby przez najbliższych (wiadomo – czas spędzany na treningach, masa butów biegowych, zajęte weekendy z powodu zawodów). Jak jest z tym u Ciebie?
Nie mam żadnych problemów z tym związanych. Moja córka rozumie, że mama musi trenować, by dobrze się czuć i być spokojna oraz zadowolona. Czeka na medale i puchary, które zawsze są dla niej. W październiku ubiegłego roku biegłam Trudny Półmaraton w Starej Łubiance w jej urodziny. Zdobyłam trzecie miejsce w kategorii o setne części sekundy. Córka była bardzo szczęśliwa i stała ze mną na podium. Mam również motywację od mojego partnera biegowego i wielkiego przyjaciela; mojego motywatora. Biegamy często razem i nie ograniczamy się. Nie robimy sobie nawzajem żadnych problemów.

Angażujemy córkę Alicję do zawodów, bo sama się do tego wyrywa. Jest coraz starsza i będzie biegła w najbliższym biegu w Kaczorach w biegu dla dzieci. Mój syn Filip również jest moją motywacją. To już dorosły człowiek. Nie da się go namówić na bieganie, choć wiem, że byłby w tym całkiem dobry.

 

Jakie cele stawiasz przed sobą?
Obecnie moim celem jest ukończenie cyklu biegów powiatowych. W październiku chcę pobiec swój pierwszy maraton w wymarzonym czasie. Wiem, że mogłabym przebiec go już teraz, ale nie chcę biec dla samego przebiegnięcia. Jestem uparta i zacięta sportowo. Chciałabym zrobić koronę maratonów na spokojnie.

Zrezygnowałam z korony półmaratonów bo wiem, że to rozbiłoby totalnie mój plan treningowy a jest on zróżnicowany i ambitny. Skupiam się na cyklu Grand Prix. Dodatkowo wybiorę sobie kilka ciekawych biegów dla przyjemności.

 

Bieganie traktujesz sportowo czy rekreacyjnie? Jak ważna jest dla Ciebie rywalizacja z innymi?
Bieganie traktuję sportowo i profesjonalnie. Dbam o rozgrzewkę i schłodzenie, a także o regenerację i rozciąganie. Na zawodach lubię rywalizować, ścigać się, wyprzedzać. Ale wszystko z głową i umiarem. Jak mawia mój kolega biegowy, zawsze trzeba mieć jakąś ofiarę 😂. Oczywiście żartuję 😉.

Zawsze biegnę fair play i staram się to robić z uśmiechem. Życzę wszystkim dobrze. W zeszłym roku, gdy często zaczęłam stawać na podium, niektóre osoby z cyklu dały odczuć zawiść i zazdrość. Bywały nawet komentarze, że nie zasługuję na podium, bo się wywyższam i jestem zarozumiała. Jeśli ktoś tak odczuł to był w błędzie. Jestem osobą, która wchodząc na podium czuje skrępowanie.
Przy tym wszystkim staram się jednak pamiętać, że sport to zabawa. Są dni, że biegam rekreacyjnie.

 

Jakie sukcesy są dla Ciebie najważniejsze?
Myślę, że moje osobiste sukcesy, czyli życiówki. Szczególnie w wymagających i mocno obsadzonych biegach.

 

Co jeszcze chciałabyś w bieganiu osiągnąć?
Na chwilę obecną chciałabym złamać 45 minut na dyszkę. Trochę mi jeszcze brakuje, ale daję sobie czas. Mam niezłą życiówkę na 5 km, ale totalnie niekompatybilną z dychą. Tak już mam – nie jestem ultrasem, ale sprinterem. Całkiem spoko jak na moje zacne lata😂.

Jakie są Twoje ulubione biegi?
W styczniu byłam na dwóch świetnych biegach, które były bardzo dobrze zorganizowane. Bieg Trzech Króli w Wapnie oraz Bieg Babskim Lasem w Mogilnie.

 

Jakie masz najciekawsze wspomnienia z treningów lub zawodów?
Z treningów najciekawsze wspomnienia związane są z pokonywaniem barier i własnych ograniczeń. Odbywało się to podczas krosów aktywnych i wycieczek biegowych, gdy chciałam zabić trenera a ze zmęczenia aż krzyczałam 😂.

Najmilsze wspomnienia z zawodów to chwile, gdy 2 sekundy decydowały o wygranej i pudle. Wiele fajnych wspomnień związanych jest z biciem osobistych rekordów i wyprzedzaniem na trasie kogoś, kto zawsze ze mną wygrywał.

Dzięki za rozmowę i powodzenia!
Dzięki. Na koniec tego wywiadu chciałabym bardzo podziękować wszystkim osobom, które wspierały mnie w bieganiu, ale również interesowały się moim zdrowiem po operacji, w szczególności Darkowi, Monice B., Monice P., Edycie J., Paulinie i innym.

Przede wszystkim dziękuję mojej rodzinie – rodzicom i rodzeństwu.

Pozdrawiam też klub, w którego barwach biegam, czyli Lokator Nieruchomości. Poznałam tam wielu fajnych biegaczy.

Skomentuj przez FB