Nie fiksuj na punkcie tętna

Nie fiksuj na punkcie tętna

9 marca 2019

W wielu planach treningowych intensywności treningu określone są zakresami tętna. Widzimy wtedy w planie, że mamy biec w drugim zakresie, albo na 85% tętna maksymalnego czy też między 65 a 70% tętna.


Nie ukrywam, że nie jestem zwolennikiem tego typu planów. Po pierwsze mało który biegacz amator zna swoje prawdziwe tętno maksymalne. Określenie go wymaga wysiłku “do odcięcia”. To, że na jakimś mocnym biegu mieliśmy tętno 190 nie oznacza, że to jest nasze prawdziwe maksymalne tętno. W książkach można spotkać wzory na określenie pulsu maksymalnego (tzw. Tmax), ale ich skuteczność wynosi 50% – albo się sprawdzi, albo nie.

Po drugie – tętno jest uzależnione od bardzo wielu czynników. Wpływ na nasz puls ma nasze samopoczucie, jakość snu, ewentualna choroba, temperatura, wiatr, nawierzchnia trasa, nachylenie.

Mamy w planie trening na 70% Tmax i przyspieszamy bo mamy teraz zaledwie 65%. Po chwili jest pod górkę i tętno zaczyna rosnąć. Instynktownie zwalniamy. Później biegniemy z wiatrem i na zegarku widzimy, że mamy tętno 130. Szybko obliczamy w pamięci, że to jakieś 67% Tmax, więc znowu podkręcamy tempo. Oczywiście zamiast patrzeć na drogę, zerkamy co chwilę na zegarek. Na pewno takie bieganie na tętno nie jest zbyt komfortowe. Nasz organizm nie działa przecież zero – jedynkowo.

Inna sprawa, że wskazania zegarka nie zawsze są dokładne. Kiedyś, gdy biłem swoją życiówkę na 5 km, garmin pokazał mi średnie tętno 148. Zazwyczaj na spokojnych rozbieganiach mam puls 160 – 170. Coś tu chyba nie gra??? 🙂

Analiza tętna przydaje mi się jedynie w przypadku tętna spoczynkowego. Pisałem o tym w tekście Sprawdzaj tętno spoczynkowe.

fot. freeimages.com

Skomentuj przez FB